Pasja czyli miłość do robienia rzeczy, które sprawiają wielką radość i satysfakcję. Najczęściej nie zarabia się na niej pieniędzy. Pasja, po prostu zaspokaja robienie "tego czegoś". A to coś, to już sprawa bardzo indywidualna. Jedni jeżdżą konno, drudzy chodzą na długie dystanse, trzeci gotują, a czwarci zbierają muszelki do słoika. Pasja to pojęcie szerokie, ale i wąskie zarazem. Chcemy poświęcić jej jak najwięcej naszego wolnego czasu i nierzadko zatracamy się w niej i oddajemy w całości.
Takie rozważania naszły mnie po filmie "Zostań, jeśli kochasz" w reżyserii R.J. Cutler. Nie zaprzeczę, spodziewałam się ckliwej historyjki, jak to zbuntowana nastolatka wbrew zakazom chce ratować swoją pierwszą, młodzieńczą miłość. Nic bardziej mylnego. Mia Hall (rewelacyjna kreacja Chloe Grace Moretz) nie ma w sobie nic wspólnego z powyższym opisem. Na przekór rodzinie woli muzykę klasyczną od rocka, a za wzór uznaje Beethovena. Co może być interesujące, z pozoru, w tak nudnej osobie? Postawa Hall niejednokrotnie doprowadziła mnie do łez. Sceny gdzie jako mała dziewczynka grała zamknięta od rana do wieczora we własnym świecie, a towarzyszyła jej jedynie wiolonczela chwytały mnie za serce. Jeden moment w filmie ujął mnie do szczególnie, ten w którym Mia pojechała na przesłuchanie do Julliard. Już sam fakt, że została zaproszona na odsłuchanie było wielkim zaszczytem i wyróżnieniem. Sama później stwierdziła, że nigdy tak dobrze nie zagrała, a jej serce biło w rytm wiolonczeli. Czy to nie jest piękne? Wielka pasja i dążenie do perfekcji pokazuję też jeden z moich ulubionych dramatów "Czarny łabędź" czyli Natalie Portman w swojej oscarowej kreacji baletnicy Niny. Żądza bycia idealną, niesamowita samodyscyplina i wielkie marzenie. Dlaczego akurat porównuję ze sobą te dwa filmy? Bardzo proste, obydwa mają w sobie coś co urzeka mnie najbardziej - czyli jak już ciągnę od początku - PASJĘ. W przypadku pierwszym czyli Hall, mamy do czynienia z cudownym uporem i dążeniem do celu, stawaniem się coraz lepszym, pokonywaniem własnych granic i oddawaniu się muzyce. Patrząc na bohaterkę wykreowaną przez Aronofsky'ego widzimy bardziej obsesję i niezwykły upór, który, jak wiemy, kończy się tragedią. Przykładów filmowych, książkowych, życiowy i tych z autopsji odnośnie pasji jest bardzo dużo.
Grunt to znaleźć swój mały świat, niekoniecznie poświęcać się dla niego bezgranicznie, ale mając hobby czy jakiekolwiek zainteresowania wyróżniamy się od tego konsumpcyjnego tłumy. Czasami już na początku życia dostajemy "prezent" w postaci lekcji tenisa, fortepianu czy tańca. Chodzimy, niejednokrotnie, męczymy się, chcemy zrezygnować i wywiesić białą flagę. A po latach z sentymentem patrzymy w przeszłość i gdybamy "a jakbym wtedy nie zrezygnowała z tego stepowania..." Podobno nigdy nie jest za późno, bo człowiek uczy się przez całe życie, ale nie oszukujmy się. W wieku siedemnastu lat baletnicą ani wiolonczelistką nie zostanę. Są pewne dziedziny, które ćwiczone od małego dadzą pożądane efekty w przyszłość. Najważniejsze jest przetrwać ten okres buntu, kiedy to wszystko chce się rzucić i zająć oglądaniem seriali albo włóczeniem po osiedlu. Wielcy kompozytorzy, znani poeci, uznawani aktorzy wielokrotnie chcieli porzucić karierę w imię rozrywki, czasami po prostu wydaje nam się, że "nie tędy droga", że "nie mamy predyspozycji", ale moi państwo, co do tego ostatniego nie dajmy się wpędzić w paranoję. Wyznaję zasadę "10% czystego talentu, 90% ciężkiej pracy". Nikt przecież z dnia na dzień nie zostanie Agnieszką Radwańską czy Wisławą Szymborską. Nie słyszałam też o przypadku, żeby ktoś urodził się z rakietą tenisową czy piórem w dłoni.
Jestem kompletnym muzycznym beztalenciem, ale od małego uwielbiam śpiewać, a moim małym-wielkim marzeniem jest nauka gry na perkusji i pianinie. Wiadomo, Ringo Starr nie będzie ze mnie nigdy, ale... dlaczego by nie zostać jedyną babcią w okolicy, która zamiast ciepłych obiadków będzie walić w talerze? Apelując, już na sam koniec: nie rezygnujmy z marzeń, nie pozbywajmy się pasji, nie skreślajmy planów, nawet tych mniej realnych. Żyjmy, kochajmy i nie poddawajmy się! Będzie ciężko, nikt za nas nie założy baletek, nikt nie przepłynie za nas kilometrowych basenów, może się zdarzyć, że nikt nie będzie cieszył się z naszych sukcesów, nikt nie będzie wspierał w porażkach. To my sami musimy odnaleźć w sobie wewnętrzną siłę by nie ulegać pokosom rezygnacji, by walczyć, by stawać się coraz lepszym. Nie porównujmy się do innych, kochajmy to co robimy i oddawajmy się temu jak Mia. Jeżeli nie macie planów na weekend, to polecam wybrać się do kina na "Zostań, jeśli kochasz", ogromna dawka łez, motywacji i stwierdzenie, że największa siła pochodzi z nas samych. Do tego genialna muzyka klasyczna, przeplatana rockiem - czego chcieć więcej?
xoxo


.jpg)