środa, 31 grudnia 2014

Let's have fun!

To już jest koniec... Na szczęście tylko starego roku. Jaki był? Co wniósł? Ile wyniósł? Większość osób robi wielkie podsumowania, a następnie postanowienia na nowy rok. Czy do nich należę? Sama nie wiem. Niby każdego roku chcę znaleźć w sobie moc i zaprzyjaźnić z Ewą Chodakowską, ale jakoś nie najlepiej nam się układa i zazwyczaj koniec stycznia jest zarazem końcem naszej pozytywnej relacji.
2014 z pozoru był dla mnie rokiem iście fatalnym, ale kiedy pod prysznicem, kiedy wchłaniała się trzecia warstwa maseczki do włosów, zaczęłam go analizować, rozkładać na czynniki pierwsze i dumać stwierdziłam, iż był (a jeszcze przez niecałe 6h jest) najgorszym i zarazem najlepszym jakim przeżyłam. Ten rok był dla mnie usłany największymi przełomami i lekcjami pokory, pokazał mi, że bycie rozkapryszoną i roszczeniową panienką nie wróży mi niczego obiecującego na przyszłość. Zaliczyłam pasmo porażek, które z czasem okazały się moimi największymi sukcesami. Zwiedziłam prawie całe Włochy, zaliczyłam serie wyjazdów pociągiem z moją najukochańszą przyjaciółką, byłyśmy razem nad morzem i leżałyśmy nocami na plaży. Ten cały splot wydarzeń spowodował, że w drugą połowę roku weszłam z niesamowitym nastawieniem. We wrześniu poznałam fenomenalnych ludzi. Pewnie jeszcze paręnaście miesięcy temu nie podejrzewałabym siebie o taką tolerancję i otwartość na innych.
Ale są też rzeczy stałe, które od kilu lat pozostają nienaruszone.... dalej wszystkie swoje pieniądze wydaję na książki, kubki, płyty i ciepłe sweterki. Dalej nie mogę zabrać się za liczenie funkcji z matematyki i dalej rośnie moja obsesja na punkcie seriali i sów.

Czego życzę sobie, Tobie, Wam na ten 2015 rok? Miłości, wytrwałości, woli walki i siły. Zauważcie w ludziach ich odmienność i doceńcie to, ale doceńcie również siebie, nabierzecie wiary we własne możliwości; nie bójcie się mówić tego co czujecie, ryzykować i, najnormalniej w świecie, żyć.


SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

1 komentarz: